niedziela, 20 kwietnia 2025

Prawdziwy Mit Schizofrenogennej Matki

autorstwa Patrick'a Hahn'a
Styczeń 10, 2020

Żaden opis historii dwudziestowiecznej psychiatrii nie jest kompletny bez omówienia „schizofrenogennej matki”, złowrogiego wytworu wyobraźni mizoginistycznych psychiatrów. Mówi się, że „schizofrenogenna matka” była wyłącznie i całkowicie odpowiedzialna za genezę cierpienia określanego mianem „schizofrenii” u jej dzieci – przynajmniej w tych starych, złych czasach, przed pojawieniem się nowoczesnych leków psychofarmaceutycznych i bezpośrednich reklam skierowanych do konsumenta. Jak zauważył Allan F. Mirsky i współpracownicy w artykule o Siostrach Genain: „Lata pięćdziesiąte XX wieku to era, w której niektórzy psychoanalitycy (np. Theodore Lidz i Frieda Fromm-Reichmann) powszechnie akceptowali koncepcję „ schizofrenogennej matki”.

W The Feminine Mystique autorka Betty Friedan oświadczyła:

Nagle odkryto, że niemal za wszystko można winić matkę. W każdym przypadku w historii dzieciństwa osoby z problemami; dorosły alkoholik, samobójca, schizofrenik, psychopata, neurotyk; impotent, homoseksualny mężczyzna; lodowata, rozwiązła kobieta; wrzodowiec, osoba z astmą i innymi zaburzeniami możemy znaleźć matkę… Najwyraźniej coś było „nie tak” z Amerykankami.”

Temat zrzucania winy na matkę często pojawia się w literaturze psychiatrycznej od połowy stulecia aż do całkiem niedawna. Jak napisała psycholog Stella Chess w 1965 roku:

        Standardowa procedura zakłada, że problem dziecka wynika ze sposobu jaki matka                prowadzi relację jeden na jednego… Pojedyncze fragmenty danych pasujące do tych            spekulacji są cytowane jako typowe dla uczuć dziecka i postaw matki i są traktowane                jako dowód tezy o szkodliwych postawach macierzyńskich jako przyczynie powszechnej.”

Albo, jak John Neill, lekarz medycyny, zauważył pokolenie później: „Stało się standardową praktyką przekonanie, że matki są przyczyną psychozy u ich dzieci”.\

Ale czy psychiatrzy naprawdę „obwiniali matkę”, wykluczając wszelkie inne przyczyny? Skąd wzięło się to przekonanie?

Jak większość mitów, mit o psychiatrii, która polegała na schizofrenogennej matce ma w sobie ziarno prawdy. W artykule z 1948 roku niemiecka psychiatra Frieda Fromm-Reichmann, współczesna Freudowi, napisała:

         Schizofrenik jest boleśnie nieufny i urażony w stosunku do innych ludzi ze względu na             poważne wczesne wypaczenie i odrzucenie, z jakim spotkał się u ważnych osób w                 swoim niemowlęctwie i wczesnym dzieciństwie, z reguły głównie u schizofrenogennej             matki.”

Doktor Fromm-Reichmann była psychoanalityczką słynącą ze swojego współczucia i umiejętności docierania nawet do najbardziej pozornie nieuleczalnych przypadków „schizofrenii” za pomocą intensywnej psychoterapii – i bez neurotoksycznych leków. Powyższe uwagi były czymś marginalnym w artykule, którego głównym tematem nie była nawet etiologia schizofrenii, a który to był poświęcony niemal wyłącznie dynamice relacji terapeuta-pacjent.

Analiza pism psychoanalitycznie zorientowanych kolegów dr Fromm-Reichmann z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku pokazuje, że od początku doskonale rozumieli, że koncepcja schizofrenogennej matki nie jest wystarczająca do wyjaśnienia genezy schizofrenii i że ten stan był najprawdopodobniej wytworem zaburzonych rodzin, a nie tylko zaburzonych matek. Na przykład dr Trude Tietze już w 1949 roku pisała o roli ojców:

         Bardzo niewiele wiadomo o ojcach dzieci chorych na schizofrenię. W związku z                     niniejszym badaniem nie przeprowadzono systematycznej eksploracji ojców; jednakże             przeprowadzono wywiady z ośmioma ojcami i odniesiono wrażenie, że oni również mieli          duże problemy osobowościowe. Wydawali się ludźmi perfekcjonistycznymi i                             obsesyjnymi, równie chorymi jak ich żony”

Podobnie psychiatrzy Ruth i Theodore Lidz napisali: „Z naszych danych wynika, że wpływy ojcowskie są szkodliwe równie często jak wpływy matczyne”. Ich ustalenia zostały powtórzone w badaniach Clardy’ego, Nuffielda i inni, a kolejni badacze zwrócili uwagę na rolę każdego członka rodziny. Psychiatra D.D. Jackson uważał, że schizofrenię należy badać jako „chorobę przenoszoną w rodzinie, obejmującą skomplikowany cykl żywiciel – wektor – biorca, który obejmuje znacznie więcej, niż można ująć w określeniu „schizofrenogenna matka”. Lidz i wsp. zgodzili się z tym, zauważając:

        Ponieważ nasze badania ujawniły poważne trudności we wszystkich obszarach                        transakcji w tych rodzinach, woleliśmy przywrócić równowagę temu tematowi, kierując            uwagę na całą sytuację, zanim skupimy się na matce.”

Z drugiej strony relacja matka-dziecko jest prawdopodobnie najważniejszą ludzką relacją. Czy naprawdę tak naciągane jest sugerowanie, że niepowodzenie w tym związku może pociągnąć za sobą złe konsekwencje?

Powyższy artykuł Tietze omawia przypadek młodej kobiety chorej na schizofrenię, której matka miała obsesję na punkcie uniemożliwiania córce masturbacji. Ta kobieta przez cały dzień wąchała dłonie swojej córki, sprawdzając na miejscu, czy nie doszło do masturbacji, a także poddała niemowlę dwóm chirurgicznym okaleczeniom łechtaczki – jednemu, gdy dziecko miało rok, a drugiemu, gdy miała dwa lata. Ta sama kobieta co wieczór sprawdzała srom swojej córki i biła ją, jeśli stwierdziła, że wargi sromowe dziecka są „podrażnione”.

Czy to możliwe, że działania tej kobiety miały coś wspólnego z problemami jej córki w późniejszym życiu? Prawie na pewno. Jednak uznanie roli traumy zadanej przez matkę danej osoby nie jest tym samym, co zrzucenie całej winy za „chorobę psychiczną” na macierzyństwo.

Czy pytanie jest czysto akademickie? Nie. Weźmy pod uwagę odpowiedź na komentarz psychologa L. Alana Sroufe, który ukazał się w „New York Times” w 2012 r. W artykule omówiono badanie MTA z 2009 r. przeprowadzone przez Brooksa i współpracowników, w którym obserwowano 600 dzieci z etykietą diagnostyczną „ADHD” przez osiem lat i które nie wykazały długoterminowych korzyści leczenia tej choroby lekami dla żadnej z dwudziestu czterech zmiennych wynikowych. Doktor Sroufe podsumował:

        Iluzja, że problemy z zachowaniem dzieci można wyleczyć za pomocą leków,                        uniemożliwia nam, jako społeczeństwu, szukanie bardziej złożonych rozwiązań, które            będą konieczne. Leki uwalniają wszystkich – polityków, naukowców, nauczycieli i                    rodziców - z kłopotów. To znaczy wszystkich z wyjątkiem dzieci.

Nie wszyscy tak to postrzegali. W odpowiedzi na komentarz dr Sroufe, autorka Judith Warner oskarżyła go o chęć odbycia „podróży do epoki… kiedy uważano, że dzieci cierpiące na choroby psychiczne były ofiarami toksycznych „schizofrenogennych matek”.

Ani badanie MTA, ani artykuł doktora Sroufe’a nie wspomniały w ogóle o „matkach schizofrenogennych”. I w tej burzy w czajniku pomija się szerszy problem: duże, wieloletnie badanie nie wykazało długoterminowych korzyści ze stosowania silnych leków zmieniających mózg, które podano dosłownie milionom dzieci. Były to ustalenia zasługujące na poważną dyskusję, a nie karcenie przywołujące na myśl „schizofrenogenne matki”.

Niedawno w „Washington Post” ukazał się artykuł przedstawiający historię Chestnut Lodge, prywatnej instytucji w Maryland, w której dr Fromm-Reichmann wykonała swoją przełomową pracę. Artykuł miał w dużej mierze lekceważący ton i powiedział czytelnikom:

        W miarę jak wzrastało zrozumienie biologicznych i chemicznych przyczyn chorób                    psychicznych, niekwestionowane przyjęcie przez Chestnut Lodga psychoanalizy Freuda         zaczęło wydawać się przestarzałe. Czy wyniszczającą – a czasami niebezpieczną –                psychozę naprawdę można leczyć, rozmawiając o swojej matce?”

Pomijając fakt, że psychoterapii nie można ograniczyć do „rozmowy o swojej matce”, nadal nie ma wiarygodnych dowodów na chemiczną lub biologiczną przyczynę schizofrenii lub jakichkolwiek innych „zaburzeń funkcjonalnych” powszechnie leczonych przez psychiatrów. W artykule nie wspomniano o tym fakcie, ani nie wskazano żadnych istotnych obszarów zdrowia publicznego, które uległyby poprawie od czasu wprowadzenia nowoczesnych leków psychiatrycznych.

Tymczasem od czasu, gdy Fromm-Reichmann przeprowadziła swoją pracę, zgromadziła się góra dowodów łączących schizofrenię z wykorzystywaniem seksualnym, fizycznym, emocjonalnym i wieloma innymi kategoriami niekorzystnych doświadczeń z dzieciństwa. Korelacja pomiędzy niekorzystnymi doświadczeniami z dzieciństwa i schizofrenią jest solidna, wiarygodna i zależna od dawki. Przekracza granice narodowe, klasy społeczne i tożsamość etniczną. Zostało to wielokrotnie zweryfikowane w prospektywnych badaniach kohortowych, przekrojowych badaniach populacyjnych oraz badaniach kliniczno-kontrolnych. Sprawcami przemocy mogą być ojcowie, ojczymi, dziadkowie, wujkowie, starsi bracia, kuzyni, osoby niespokrewnione — i tak, czasami matki.

Badania te wykazały również, że nie ma specyficznie „schizofrenogennego” stylu rodzicielstwa. Przeciwnie, każdy z różnorodnych toksycznych wpływów (niektóre w dużej mierze pozostające poza kontrolą rodziców, takie jak choroba w dzieciństwie lub śmierć rodzica) może przechylić szalę w stronę schizofrenii lub jakiejkolwiek innej „choroby psychicznej”. Na przykład jedno z badań wykazało, że od 45% do 60% pacjentów, u których zdiagnozowano schizofrenię, padło ofiarą wykorzystywania seksualnego dzieci. (Jak czytelnik niewątpliwie już wie, zdecydowana większość przypadków wykorzystywania seksualnego w dzieciństwie jest popełniana przez mężczyzn, nie kobiety.) To stwierdzenie należy przyjąć z niepokojem, a nie szyderstwami dotyczącymi „obwiniania matki”.

Ale należy to również przyjąć z nadzieją, ponieważ wykorzystywanie seksualne dzieci i inne niekorzystne doświadczenia z dzieciństwa to problemy, z którymi możemy coś zrobić.

Prawdziwym mitem o schizofrenogennej matce jest pogląd, że psychiatrzy kiedykolwiek poważnie promowali pogląd, że to matki są wyłącznie odpowiedzialne za schizofrenię u swoich dzieci. I ten mit zbyt długo był wykorzystywany jako kobieta-chochoł, aby odwrócić uwagę od poważnej dyskusji na temat roli nadużyć i traumy leżących u źródła schizofrenii oraz innych problemów psychicznych, a także do promowania biologicznych tłumaczeń i farmakologicznych interwencji dla tych stanów. Czas, aby na dobre położyć kres temu mitowi. 

The real myth of the schizophrenogenic mother is the idea that psychiatrists ever seriously promoted the idea that mothers are solely responsible for schizophrenia in their children. And this myth has for too long been used as a straw woman to divert attention from serious discussion of the role of abuse and trauma in the genesis of schizophrenia and other types of mental distress, and to promote biological explanations and pharmacological interventions for these conditions instead. It’s time to lay this myth to rest for good.

Źródło:
https://www.madinamerica.com/2020/01/real-myth-schizophrenogenic-mother/