sobota, 4 października 2025

ZOSTAW TO - prosta metoda na uważność.


Ostatnio czytam książkę "How to break up with your phone" napisaną przez Catherine Price. Książka jak wskazuje tytuł ma za zadanie wesprzeć nas w "zerwaniu" niezdrowej relacji z naszymi telefonami. Słowo "break up" - zerwanie jest tu użyte celowo, bo będzie bolało. Podobnie jak zerwanie z innymi nałogami - początkowo wymaga to od nas pracy, przynosi stres i trudne emocje. Owoce jakimi jest spokój wewnętrzny oraz równowaga na pewno są tego warte. Tutaj chodzi o powrót do zdrowej relacji z telefonem - który nadal może być świetnym narzędziem - jeśli nie pozwolimy mu przejmować kontroli. 

Jednak nie jest to wpis o tej książce. Książka inspiruje, dostarcza wiedzy i praktycznych wskazówek jak poradzić sobie z uzależnieniem od telefonu - bardzo ją polecam. Kto dziś nie ma z tym problemu? Wystarczy wyjść na zewnątrz i poobserwować chwilę ludzi - a także spojrzeć z życzliwą szczerością na siebie :)

Jest to wpis, który mówi o metodzie, do której częściowo zainspirowała mnie książka, a częściowo mój przyjaciel, który ma długą historię medytacji. W chwili trudności przypomniał mi o powrocie do ciała - oddechu, skanowaniu ciała. Byciu przy ciele. I było to dla mnie bardzo pomocne. Książka natomiast mówi o metodzie "Pause, Breathe, Be", aby zatrzymać się w chwili stresu, napięcia, bądź kiedy uświadomimy sobie, że reagujemy bądź pędzimy. Lub kiedy odnajdujemy się z powrotem przyklejeni do ekranu telefonu :) Po polsku oznacza to "Zatrzymaj się, Oddychaj, Bądź(po prostu)". Ma to pomóc w budowaniu uważności. 

Zainspirowany stworzyłem własną metodę, nieco rozbudowując metodę z książki. Pomógł mi w tym także ChatGPT(credit when credit is due :). Jednak bez wcześniejszej inspiracji nie byłoby metody. Chat pomógł mi w utworzeniu akronimu, podpowiedział mi synonim słowa poczuj - tknij. Bez tego słowa prosta w zapamiętaniu nazwa by nie powstała. Więc dzięki dla OpenAI

Metoda nazywa się ZOSTAW:

Z – Zatrzymaj się

Zatrzymaj pęd. Zatrzymaj myśli, działanie, reakcję.
Zrób pauzę — po prostu bądź tu, gdzie jesteś.

O – Oddychaj

Zwróć uwagę na oddech.
Poczuj, jak powietrze wpływa i wypływa z Twojego ciała.
Nie zmieniaj go — tylko obserwuj.

S – Skanuj

Zauważ, co dzieje się w Tobie.
Skanuj ciało, myśli, emocje — bez oceny.
Zwróć uwagę, gdzie czujesz napięcie, a gdzie spokój.

T – Tknij

Słowo „tknij” pochodzi od czasownika „tknąć”, który w języku polskim oznacza:

„dotknąć lekko”, „poruszyć delikatnie”, „pobudzić do odczucia”.

Tknij tę chwilę — poczuj ją subtelnie, jakbyś dotykał czegoś cennego.
Pozwól sobie naprawdę poczuć — emocje, ciało, rzeczywistość.

A – Akceptuj

Akceptuj to, co jest.
Nie musisz niczego zmieniać ani oceniać.
Przyjmij siebie, swoje emocje i sytuację taką, jaka jest — na ten moment.

W – Wypuść

Zrób wydech.
Pozwól odejść temu, co już niepotrzebne — napięciu, zmartwieniu, kontroli.
Wypuść i wróć do spokoju.


  • Z – Zatrzymaj się

  • O – Oddychaj

  • S – Skanuj (ciało, myśli, emocje)

  • T – Tknij (poczuj chwilę, emocję, ciało)

  • A – Akceptuj (to, co jest, bez oceny)

  • W – Wypuść (napięcie, myśli, kontrolę)


Zdecydowałem się także dodać kolejne, awaryjne - lecz równie ważne kroki do metody. Dzięki rozmowie z przyjacielem, który zwrócił mi uwagę na ważny aspekt kontaktu z drugim człowiekiem - tematem, który książka Catherine Price niejako pomija. Często rzeczy, które w sobie odkryjemy wymagają pomocy z zewnątrz. Te kroki to:

T – Telefon

Zadzwoń do kogoś bezpiecznego, komu ufasz. Podziel się tym, co w sobie odkryłeś. Postaraj się zadbać o potrzebę kontaktu z drugą osobą. 

Jeśli nie masz obecnie takiej osoby, możesz zapisać uczucia lub myśli w pamiętniku, a na dłuższą metę poszukać jej na lokalnej grupie wsparcia lub on line. 

O – (za) Opiekuj się sobą

Zrób dla siebie coś dobrego - wyjdź na spacer, zrób sobie herbatę, otul się kocem, posłuchaj muzyki, potańcz. Daj sobie coś co sprawi, że poczujesz się dobrze ze sobą.

"ZOSTAW TO"


✨ To prosty sposób, by wrócić do siebie i do chwili obecnej.

Mam nadzieję, że metoda okażę się pomocna także dla Ciebie. 
Tutaj można ściągnąć prostą grafikę do wydrukowania i powieszenia na ścianie bądź zabrania do portfela. 

Powodzenia w ćwiczeniu uważności ;)

...

Co sądzisz o metodzie, czy próbowałeś ja stosować? Z jakim skutkiem? Podziel się swoimi myślami poniżej. 


niedziela, 10 sierpnia 2025

Przetrwanie najsilniejszych - Mutant

 


Przetrwanie Najsilniejszych – Mutant

Opublikowano 4 października 2013

Najgłębszym celem życia jest ewolucja w kierunku świadomości, a nie tkwienie w bezowocnym kole ludzkiego powielania prowincjonalnych wzorców, które zanieczyszczają planetę i prowadzą do jej przeludnienia. Najlepiej przystosowani do realizacji tego planu dążenia do świadomości nie są członkami bezrefleksyjnej normy. Najsilniejszym jest mutant, każdy twórczy outsider, gej lub hetero, który pozostaje singlem(bez małżeństwa), jest bezdzietny i skłonny do autorefleksji. Ta nowa odmiana ludzkości ma największą swobodę, by dążyć do samowiedzy poprzez samoświadomość i zapewnić zmianę potrzebną dla kontynuacji życia. Ten najsilniejszy nie należy do jednego plemienia usiłującego zdominować inne, lecz do powszechnego braterstwa kierowanego ku współpracy wewnętrzną prawdą.

Wiele gatunków wyginęło na naszej zdezorientowanej planecie, a kolejne podążają tą drogą w zastraszającym tempie. Ludzkość będzie następna, jeśli będziemy kontynuować nasze bezmyślne podejście do życia, nieświadomi wpływu, jaki wywiera na nas nasza nieświadomość. Życie jednak chce pomóc i dostarcza nam nowych modeli. Twórczy buntownicy, geje lub hetero, żyjący poza normą, przetrwali ludzką pogardę przez tysiąclecia. Świadczy to o uporze Matki Natury w zachowaniu swoich wygnanych dzieci i wskazuje, że miejsce twórczych mutantów w ewolucji jest kluczowe. Matka Natura nie lubi aroganckiej, niszczącej środowisko normy, która ignoruje Ją z nonszalancką obojętnością. Matka Natura preferuje oryginalnego poszukiwacza prawdy, tego, który rodzi swoje własne uzdrowione wewnętrzne dziecko – a nie kolejne zranione dzieci, których środowisko nie jest w stanie utrzymać.

Fred Timm
http://visionaryman.net/the-survival-of-the-fittest-the-mutant/



piątek, 8 sierpnia 2025

Czym jest Prawdziwe Ja?

 


"Czym jest Prawdziwe Ja?

Opublikowano 4 października 2013

W chwili poczęcia jesteśmy nieskazitelni. Rodzimy się przeniknięci prawdą, iskrą boskości. I bez względu na to, co spotyka nas w życiu, w głębi każdego z nas pozostaje prawdziwe i doskonałe „ja”. To jedna z tajemnic życia, a także zbawienna łaska ludzkiej egzystencji. Niezależnie od traum, które znosiliśmy w dzieciństwie, a nawet podczas trudnych chwil w łonie matki, nasze jądro pozostaje nienaruszone, nieskażone, święte i czyste.

Ale dlaczego jesteśmy święci? Nasza ludzka natura jest święta dzięki zdolności do łączenia się z prawdą. Nasze prawdziwe „ja” to punkt, w którym nasze ludzkie ograniczenia stykają się z nieskończonością prawdy przenikającej wszystko.

Jednak dopóki nie oddzielimy się od rodziców i ich traumatycznej spuścizny, pewna część naszego prawdziwego „ja” pozostaje pogrzebana i niepoznawalna. Niezróżnicowana dorosła osoba nie może żyć w zgodzie ze swoim prawdziwym „ja”, pozostając jedynie odbiciem ograniczonych rodziców.

Jeśli wciąż podlegamy potępiającym, pełnym lęku i kontrolującym głosom rodziców, które zamieszkują naszą psychikę od dzieciństwa, nie odnaleźliśmy jeszcze własnego głosu ani tożsamości – wciąż jesteśmy odbiciem tych, którzy nas zranili. Aby przyjąć prawdę o tym, kim jesteśmy, każdy z nas musi oddzielić się od matki i ojca, wyodrębnić i stać się sobą – w harmonii z prawdą, która przenika wszystko."

Fred Timm
visionaryman.net

niedziela, 1 czerwca 2025

Leki Psychotropowe Hamują Wzrost Emocjonalny


[Napisane około 2004r.]

Leki psychotropowe blokują drogę do oświecenia. Doktorzy przepisują je jako szybkie rozwiązanie dla ludzi, którzy mają problemy emocjonalne, które wymagają głębszych i bardziej kompleksowych rozwiązań niż cokolwiek w tabletce. Leki mogą pomóc Ci wyjść z domu, ale nie poprowadzą Cię do Twojej duszy. 

Profesjonalne ocena mówi, że depresja oraz inne emocjonalne problem są spowodowane przez nierównowagę chemiczną w mózgu. Nie jest to prawdą. Chemiczne nierównowagi są skutkiem problemu, nie przyczyną. Chemiczne nierównowagi wywodzą się z nierozwiązanych dziecięcych traum(które mogą być łagodne do ekstremalnych), które są prawdziwą przyczyną zaburzeń umysłowych. Kiedy ludzie rozwiązują swoje traumy dziecięce ich problemy umysłowe również się rozwiązują, co z kolei balansuje ich chemię w mózgu. 

Podróż do duszy - droga bez leków - jest podróżą prosto przez piekło. Jest ona dostępna jedynie do najsilniejszych oraz najbardziej pokornych: tych, którzy są w stanie zmierzyć się oraz rozwiązać swoje dziecięce traumy. Droga jest niemal niemożliwa bez pomocy ekstremalnie oświeconego przewodnika, których to dostępnych jest bardzo niewielu - a nawet z ekstremalnie oświeconym przewodnikiem jest to bardzo trudne, ponieważ nie ma sposobu na uniknięcie bólu oraz żalu, który jest nieodłącznym elementem wzrostu. To dlatego narkotyki(przepisywane przez lekarza lub nie) są tak popularne. Narkotyki zabijają ból, neutralizują symptomy, pomagają zakopać i odgrodzić się od traumy, oraz ominąć zdrowienie. Branie ich jest łatwe. Nie wymagają żadnego poświęcenia. Są delikatnymi i wspaniałymi podporami. Ich jedynym kosztem, poza okazjonalnym efektem ubocznym(z czego niektóre mogą być bardzo poważne), jest to że zabijają ducha. 

Emocjonalne zdrowienie, z drugiej strony, otwiera pełną paletę ludzkich uczuć. Zdrowienie, pomimo braku natychmiastowej gratyfikacji, ostatecznie przynosi poczucie szacunku do siebie, adekwatności, kompetencji, dojrzałości oraz miłości do siebie. Zdrowienie łączy Twoją przeszłość z przyszłością. Zdrowienie otwiera drzwi do Twojej prawdziwej przyszłości. 

Daniel Mackler

Źródło:
https://wildtruth.net/psychotropic-medications-stunt-emotional-growth/

niedziela, 20 kwietnia 2025

Prawdziwy Mit Schizofrenogennej Matki

autorstwa Patrick'a Hahn'a
Styczeń 10, 2020

Żaden opis historii dwudziestowiecznej psychiatrii nie jest kompletny bez omówienia „schizofrenogennej matki”, złowrogiego wytworu wyobraźni mizoginistycznych psychiatrów. Mówi się, że „schizofrenogenna matka” była wyłącznie i całkowicie odpowiedzialna za genezę cierpienia określanego mianem „schizofrenii” u jej dzieci – przynajmniej w tych starych, złych czasach, przed pojawieniem się nowoczesnych leków psychofarmaceutycznych i bezpośrednich reklam skierowanych do konsumenta. Jak zauważył Allan F. Mirsky i współpracownicy w artykule o Siostrach Genain: „Lata pięćdziesiąte XX wieku to era, w której niektórzy psychoanalitycy (np. Theodore Lidz i Frieda Fromm-Reichmann) powszechnie akceptowali koncepcję „ schizofrenogennej matki”.

W The Feminine Mystique autorka Betty Friedan oświadczyła:

Nagle odkryto, że niemal za wszystko można winić matkę. W każdym przypadku w historii dzieciństwa osoby z problemami; dorosły alkoholik, samobójca, schizofrenik, psychopata, neurotyk; impotent, homoseksualny mężczyzna; lodowata, rozwiązła kobieta; wrzodowiec, osoba z astmą i innymi zaburzeniami możemy znaleźć matkę… Najwyraźniej coś było „nie tak” z Amerykankami.”

Temat zrzucania winy na matkę często pojawia się w literaturze psychiatrycznej od połowy stulecia aż do całkiem niedawna. Jak napisała psycholog Stella Chess w 1965 roku:

        Standardowa procedura zakłada, że problem dziecka wynika ze sposobu jaki matka                prowadzi relację jeden na jednego… Pojedyncze fragmenty danych pasujące do tych            spekulacji są cytowane jako typowe dla uczuć dziecka i postaw matki i są traktowane                jako dowód tezy o szkodliwych postawach macierzyńskich jako przyczynie powszechnej.”

Albo, jak John Neill, lekarz medycyny, zauważył pokolenie później: „Stało się standardową praktyką przekonanie, że matki są przyczyną psychozy u ich dzieci”.\

Ale czy psychiatrzy naprawdę „obwiniali matkę”, wykluczając wszelkie inne przyczyny? Skąd wzięło się to przekonanie?

Jak większość mitów, mit o psychiatrii, która polegała na schizofrenogennej matce ma w sobie ziarno prawdy. W artykule z 1948 roku niemiecka psychiatra Frieda Fromm-Reichmann, współczesna Freudowi, napisała:

         Schizofrenik jest boleśnie nieufny i urażony w stosunku do innych ludzi ze względu na             poważne wczesne wypaczenie i odrzucenie, z jakim spotkał się u ważnych osób w                 swoim niemowlęctwie i wczesnym dzieciństwie, z reguły głównie u schizofrenogennej             matki.”

Doktor Fromm-Reichmann była psychoanalityczką słynącą ze swojego współczucia i umiejętności docierania nawet do najbardziej pozornie nieuleczalnych przypadków „schizofrenii” za pomocą intensywnej psychoterapii – i bez neurotoksycznych leków. Powyższe uwagi były czymś marginalnym w artykule, którego głównym tematem nie była nawet etiologia schizofrenii, a który to był poświęcony niemal wyłącznie dynamice relacji terapeuta-pacjent.

Analiza pism psychoanalitycznie zorientowanych kolegów dr Fromm-Reichmann z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku pokazuje, że od początku doskonale rozumieli, że koncepcja schizofrenogennej matki nie jest wystarczająca do wyjaśnienia genezy schizofrenii i że ten stan był najprawdopodobniej wytworem zaburzonych rodzin, a nie tylko zaburzonych matek. Na przykład dr Trude Tietze już w 1949 roku pisała o roli ojców:

         Bardzo niewiele wiadomo o ojcach dzieci chorych na schizofrenię. W związku z                     niniejszym badaniem nie przeprowadzono systematycznej eksploracji ojców; jednakże             przeprowadzono wywiady z ośmioma ojcami i odniesiono wrażenie, że oni również mieli          duże problemy osobowościowe. Wydawali się ludźmi perfekcjonistycznymi i                             obsesyjnymi, równie chorymi jak ich żony”

Podobnie psychiatrzy Ruth i Theodore Lidz napisali: „Z naszych danych wynika, że wpływy ojcowskie są szkodliwe równie często jak wpływy matczyne”. Ich ustalenia zostały powtórzone w badaniach Clardy’ego, Nuffielda i inni, a kolejni badacze zwrócili uwagę na rolę każdego członka rodziny. Psychiatra D.D. Jackson uważał, że schizofrenię należy badać jako „chorobę przenoszoną w rodzinie, obejmującą skomplikowany cykl żywiciel – wektor – biorca, który obejmuje znacznie więcej, niż można ująć w określeniu „schizofrenogenna matka”. Lidz i wsp. zgodzili się z tym, zauważając:

        Ponieważ nasze badania ujawniły poważne trudności we wszystkich obszarach                        transakcji w tych rodzinach, woleliśmy przywrócić równowagę temu tematowi, kierując            uwagę na całą sytuację, zanim skupimy się na matce.”

Z drugiej strony relacja matka-dziecko jest prawdopodobnie najważniejszą ludzką relacją. Czy naprawdę tak naciągane jest sugerowanie, że niepowodzenie w tym związku może pociągnąć za sobą złe konsekwencje?

Powyższy artykuł Tietze omawia przypadek młodej kobiety chorej na schizofrenię, której matka miała obsesję na punkcie uniemożliwiania córce masturbacji. Ta kobieta przez cały dzień wąchała dłonie swojej córki, sprawdzając na miejscu, czy nie doszło do masturbacji, a także poddała niemowlę dwóm chirurgicznym okaleczeniom łechtaczki – jednemu, gdy dziecko miało rok, a drugiemu, gdy miała dwa lata. Ta sama kobieta co wieczór sprawdzała srom swojej córki i biła ją, jeśli stwierdziła, że wargi sromowe dziecka są „podrażnione”.

Czy to możliwe, że działania tej kobiety miały coś wspólnego z problemami jej córki w późniejszym życiu? Prawie na pewno. Jednak uznanie roli traumy zadanej przez matkę danej osoby nie jest tym samym, co zrzucenie całej winy za „chorobę psychiczną” na macierzyństwo.

Czy pytanie jest czysto akademickie? Nie. Weźmy pod uwagę odpowiedź na komentarz psychologa L. Alana Sroufe, który ukazał się w „New York Times” w 2012 r. W artykule omówiono badanie MTA z 2009 r. przeprowadzone przez Brooksa i współpracowników, w którym obserwowano 600 dzieci z etykietą diagnostyczną „ADHD” przez osiem lat i które nie wykazały długoterminowych korzyści leczenia tej choroby lekami dla żadnej z dwudziestu czterech zmiennych wynikowych. Doktor Sroufe podsumował:

        Iluzja, że problemy z zachowaniem dzieci można wyleczyć za pomocą leków,                        uniemożliwia nam, jako społeczeństwu, szukanie bardziej złożonych rozwiązań, które            będą konieczne. Leki uwalniają wszystkich – polityków, naukowców, nauczycieli i                    rodziców - z kłopotów. To znaczy wszystkich z wyjątkiem dzieci.

Nie wszyscy tak to postrzegali. W odpowiedzi na komentarz dr Sroufe, autorka Judith Warner oskarżyła go o chęć odbycia „podróży do epoki… kiedy uważano, że dzieci cierpiące na choroby psychiczne były ofiarami toksycznych „schizofrenogennych matek”.

Ani badanie MTA, ani artykuł doktora Sroufe’a nie wspomniały w ogóle o „matkach schizofrenogennych”. I w tej burzy w czajniku pomija się szerszy problem: duże, wieloletnie badanie nie wykazało długoterminowych korzyści ze stosowania silnych leków zmieniających mózg, które podano dosłownie milionom dzieci. Były to ustalenia zasługujące na poważną dyskusję, a nie karcenie przywołujące na myśl „schizofrenogenne matki”.

Niedawno w „Washington Post” ukazał się artykuł przedstawiający historię Chestnut Lodge, prywatnej instytucji w Maryland, w której dr Fromm-Reichmann wykonała swoją przełomową pracę. Artykuł miał w dużej mierze lekceważący ton i powiedział czytelnikom:

        W miarę jak wzrastało zrozumienie biologicznych i chemicznych przyczyn chorób                    psychicznych, niekwestionowane przyjęcie przez Chestnut Lodga psychoanalizy Freuda         zaczęło wydawać się przestarzałe. Czy wyniszczającą – a czasami niebezpieczną –                psychozę naprawdę można leczyć, rozmawiając o swojej matce?”

Pomijając fakt, że psychoterapii nie można ograniczyć do „rozmowy o swojej matce”, nadal nie ma wiarygodnych dowodów na chemiczną lub biologiczną przyczynę schizofrenii lub jakichkolwiek innych „zaburzeń funkcjonalnych” powszechnie leczonych przez psychiatrów. W artykule nie wspomniano o tym fakcie, ani nie wskazano żadnych istotnych obszarów zdrowia publicznego, które uległyby poprawie od czasu wprowadzenia nowoczesnych leków psychiatrycznych.

Tymczasem od czasu, gdy Fromm-Reichmann przeprowadziła swoją pracę, zgromadziła się góra dowodów łączących schizofrenię z wykorzystywaniem seksualnym, fizycznym, emocjonalnym i wieloma innymi kategoriami niekorzystnych doświadczeń z dzieciństwa. Korelacja pomiędzy niekorzystnymi doświadczeniami z dzieciństwa i schizofrenią jest solidna, wiarygodna i zależna od dawki. Przekracza granice narodowe, klasy społeczne i tożsamość etniczną. Zostało to wielokrotnie zweryfikowane w prospektywnych badaniach kohortowych, przekrojowych badaniach populacyjnych oraz badaniach kliniczno-kontrolnych. Sprawcami przemocy mogą być ojcowie, ojczymi, dziadkowie, wujkowie, starsi bracia, kuzyni, osoby niespokrewnione — i tak, czasami matki.

Badania te wykazały również, że nie ma specyficznie „schizofrenogennego” stylu rodzicielstwa. Przeciwnie, każdy z różnorodnych toksycznych wpływów (niektóre w dużej mierze pozostające poza kontrolą rodziców, takie jak choroba w dzieciństwie lub śmierć rodzica) może przechylić szalę w stronę schizofrenii lub jakiejkolwiek innej „choroby psychicznej”. Na przykład jedno z badań wykazało, że od 45% do 60% pacjentów, u których zdiagnozowano schizofrenię, padło ofiarą wykorzystywania seksualnego dzieci. (Jak czytelnik niewątpliwie już wie, zdecydowana większość przypadków wykorzystywania seksualnego w dzieciństwie jest popełniana przez mężczyzn, nie kobiety.) To stwierdzenie należy przyjąć z niepokojem, a nie szyderstwami dotyczącymi „obwiniania matki”.

Ale należy to również przyjąć z nadzieją, ponieważ wykorzystywanie seksualne dzieci i inne niekorzystne doświadczenia z dzieciństwa to problemy, z którymi możemy coś zrobić.

Prawdziwym mitem o schizofrenogennej matce jest pogląd, że psychiatrzy kiedykolwiek poważnie promowali pogląd, że to matki są wyłącznie odpowiedzialne za schizofrenię u swoich dzieci. I ten mit zbyt długo był wykorzystywany jako kobieta-chochoł, aby odwrócić uwagę od poważnej dyskusji na temat roli nadużyć i traumy leżących u źródła schizofrenii oraz innych problemów psychicznych, a także do promowania biologicznych tłumaczeń i farmakologicznych interwencji dla tych stanów. Czas, aby na dobre położyć kres temu mitowi. 

The real myth of the schizophrenogenic mother is the idea that psychiatrists ever seriously promoted the idea that mothers are solely responsible for schizophrenia in their children. And this myth has for too long been used as a straw woman to divert attention from serious discussion of the role of abuse and trauma in the genesis of schizophrenia and other types of mental distress, and to promote biological explanations and pharmacological interventions for these conditions instead. It’s time to lay this myth to rest for good.

Źródło:
https://www.madinamerica.com/2020/01/real-myth-schizophrenogenic-mother/


środa, 24 stycznia 2024

Manifest dziecka - Daniel Mackler

 Manifest dziecka

[Napisane około 2007.]

Przetłumaczone na dorosły angielski ze spojrzenia w dziecięce oczy...

(na polski pod koniec 2023r.)

Potrzebuje rodziców, którzy kochają mnie w pełni. Potrzebuje rodziców, którzy rozumieją mnie w pełni. Potrzebuje rodziców, którzy potrafią adekwatnie przetłumaczyć potrzeby za moimi łzami...oraz moim kaszlem...oraz moim milczeniem. 

Potrzebuje rodziców, którzy są otwarci na to, żeby nauczyć się ode mnie tyle, ile tylko potrafią. 

Daniel Mackler, age 1 (click on photo for larger size)

Daniel Mackler, age 1

Potrzebuje rodziców, którzy zdają sobie sprawę, że po tym jak sprowadzili mnie na ten świat, muszą poświęcić swoje życie dla mnie, ciała i umysły. Potrzebuje rodziców, którzy zdają sobie sprawę, że ich cel istnienia musi być wykonany w świetle tego, jak pomoże mi to wzrosnąć, pomoże mi dojrzeć i pomoże mi rozwijać się. 

Potrzebuję rodziców, którzy spędzili lata na przygotowaniach do mojego stworzenia – lata przed spotkaniem plemnika i komórki jajowej, które mnie stworzyły. Potrzebuję rodziców, którzy poświęcili swoje życie doskonaleniu siebie na umyśle, ciele i duchu. Potrzebuję rodziców, którzy weszli w najgłębsze i najciemniejsze zakamarki siebie i rozwiązali najbardziej bolesne traumy własnej przeszłości. Potrzebuję rodziców, którzy nie żyją już w ranach zadanych im przez własnych rodziców. Potrzebuję rodziców, którzy stali się w pełni oświeceni i nie przechowują już w swojej nieświadomości ukrytych części swojej zniszczonej jaźni.

Potrzebuję rodziców, którzy już nie chcą być ratowani przez własnych rodziców i w tajemnicy oczekiwać, że ja, ich przyszłe potomstwo, podniosę pałeczkę tam, gdzie ich rodzice ją porzucili. Potrzebuję rodziców, którzy zamiast tego mogą poświęcić całą swoją istotę na doskonalenie mnie.

Potrzebuję rodziców, którzy mnie mieli, aby mogli mi dawać, a nie brać. Potrzebuję rodziców, którzy mieli dzieci wyłącznie z powodu chęci oddania dla tej planety. Potrzebuję takich rodziców, którzy w pełni zdają sobie sprawę, jak samolubne jest posiadanie dzieci. Potrzebuję takich rodziców, którzy normalnie dzieci nigdy by nie mieli…

Potrzebuję rodziców, którzy nie okłamują mnie - ani siebie. Potrzebuję rodziców, którzy będą ze mną szczerzy. Potrzebuję rodziców, którzy potrafią być ze sobą szczerzy i nie mają wobec mnie żadnych ukrytych zamiarów. Potrzebuję rodziców, którzy nie wykorzystują mnie jako pionka w grach relacyjnych z innymi, a zwłaszcza między sobą.

Potrzebuję rodziców, którzy pozwolą mi być tym, kim jestem, a nie przechwalać się mną. Potrzebuję rodziców, którzy nie postrzegają mnie jako przedłużenia siebie i nie dziękują, gdy ktoś komplementuje moją urodę. Potrzebuję rodziców, którzy zamiast tego powiedzą: „tak, masz rację” i nie będą w tajemnicy odczuwać samozadowolenia z powodu mojego cudownego JA.

Potrzebuję rodziców, którzy nie żyją w strachu przed własną śmiercią. Potrzebuję rodziców, którzy żyją chwilą, ponieważ zintegrowali prawdy ze swojej przeszłości.

Potrzebuję rodziców młodych duchem i zdrowych na ciele, którzy nie opuszczą mnie na śmierć, zanim nie będę gotowy stanąć na własnych nogach jako autonomiczna, dorosła osoba.

Potrzebuję rodziców, którzy wychowają mnie w bezpiecznym, wygodnym i wzbogacającym środowisku – a nie w środku wojny domowej, ziemi targanej głodem czy cichego pokoju z telewizorem.

Potrzebuję rodziców, którzy niezależnie od tego, czy jestem chłopcem, czy dziewczynką, nie odważyliby się obrzezać moich narządów płciowych. Potrzebuję rodziców, którzy poświęcają się mojemu zdrowiu. Potrzebuję rodziców, którzy nie piją alkoholu, nie biorą narkotyków i nie biorą niepotrzebnych leków. Potrzebuję rodziców, którzy są trzeźwi na każdym poziomie swojego istnienia. Potrzebuję rodziców, którzy nigdy, z żadnego powodu, nie skrzywdziliby mnie fizycznie.

Potrzebuję rodziców, którzy kochają dzieci i potrafią z łatwością nawiązać z nimi kontakt – a zamiast tego nie zmuszają mnie do nawiązywania relacji z nimi. Potrzebuję rodziców, którzy pozwolą mi rozwijać się we własnym tempie i pozwolą mi być dzieckiem, kiedy tego potrzebuję. Potrzebuję rodziców, którzy nie oczekują ode mnie dorosłej odpowiedzialności, zanim stanę się dorosła/y.

Potrzebuję rodziców, którzy zachwycają się szlachetnością mojego istnienia i zdają sobie sprawę, że jestem uosobieniem nieograniczonego ducha. Potrzebuję rodziców, którzy śmieją się, bo czują radość życia. Potrzebuję rodziców, którzy potrafią się szczerze bawić i chcą mnie w to włączyć.

Potrzebuję rodziców, którzy rozwiązali swoje uzależnienia. Potrzebuję rodziców, którzy nie unikają prawdziwego światła dziennego, uzależniając się ode mnie. Potrzebuję rodziców, którzy nie projektują na mnie swojej zablokowanej przeszłości, ale zamiast tego postrzegają mnie taką/takim, jaką/jakim jestem. Potrzebuję rodziców, którzy nie oczekują, że ich pokocham. Potrzebuję rodziców, którzy znają różnicę pomiędzy miłością, a potrzebą. Potrzebuję rodziców, którzy są ekspertami w dziedzinie samoopieki, a co za tym idzie, wiedzą, jak pielęgnować mnie.

Potrzebuję rodziców, którzy są na wskroś emocjonalnie dorośli – i potrzebuję dwójki takich rodziców. I potrzebuję, żeby ci rodzice również kochali siebie nawzajem. Potrzebuję, aby ci dwoje rodzice byli w pełni zgodni ze swoją świętą rolą strażnika mojego wzrostu. Potrzebuję dwójki rodziców, którzy są gotowi poświęcić wszystko, aby dać mi wszystko, co w ich mocy. Potrzebuję dwojga rodziców, którzy są gotowi za mnie umrzeć.

Potrzebuję rodziców, którzy będą mogli stopniowo pozwalać mi odejść, w miarę jak będę dojrzewać. Potrzebuję rodziców, którzy mogą pójść za moim przykładem i wysłuchać moich poprawek planu. Potrzebuję rodziców, którzy nie będą się wycofywać, kiedy ich nie kocham.

Potrzebuję rodziców, którzy pozwolą mi się złościć, gdy popełniają błędy lub robią wobec mnie niewłaściwe rzeczy – i potrzebuję rodziców, którzy zmieniają swoje zachowanie, aby przestać popełniać te błędy. Potrzebuję rodziców, którzy nie karzą mnie za moje szczere i zdrowe reakcje, a mimo to mnie kochają.

Potrzebuję rodziców, którzy rozumieją znaczenie zdrowej seksualności człowieka. Potrzebuję rodziców, którzy w żaden sposób nie wykorzystają mnie do zaspokojenia swoich własnych, nierozwiązanych potrzeb seksualnych lub miłosnych. Potrzebuję rodziców, którzy będą mnie chronić przed taką ilością piekielnej nieczystości świata, jak tylko będą w stanie. Potrzebuję rodziców, którzy są gotowi poświęcić wszystkie swoje osobiste wygody, aby stworzyć dla mnie odpowiednie środowisko.

Potrzebuję rodziców, którzy nie przypiszą sobie zasług, kiedy praca będzie wykonana. 

Potrzebuję rodziców, którzy będą dla mnie wzorami do naśladowania.

Daniel Mackler.

Oryginalny tekst:
https://wildtruth.net/the-babys-manifesto/

piątek, 2 lipca 2021

18 sposobów na to, aby przyspieszyć na drodze do oświecenia

[Napisane w 2006.]

Ludzie twierdzą, że świadomy celibat służący na drodze do oświecenia doprowadzi nasz gatunek do wymarcia, lecz w swoim zaprzeczeniu kompletnie przegapiają jedną kwestię - i widzą ją na odwrót. To nasza nieświadomość prowadzi nas do wymarcia, i jak kolejne przemijające dekady pokażą, stanie się to tylko bardziej oczywiste.

Mając na uwadze to, w jakim kierunku zmierza nasz gatunek, posiadanie dzieci staje się coraz bardziej nieodpowiedzialne. Miejmy nadzieję, że nie będzie tak w przyszłości, jednak tak wygląda to teraz. Niektórzy budzą się do tej realizacji i świadomie zmieniają swoją drogę. Niektórzy są budzeni do tej rzeczywistości i są zmuszeni zmienić swoje życie. A reszta idzie przez swoje życie w błogiej nieświadomości - i wkrótce zostaną brutalnie obudzeni.

Nie ma potrzeby, aby wpadać w depresje i chować swoją głowę w piasek. Są rzeczy, które każdy może zrobić. Podstawową sprawą jest zostać osobiście oświeconym. Kiedy to osiągniemy, wszystko inne ułoży się w naturalny sposób.

Przedstawiam tu krótką listę rzeczy, które można zrobić, aby przyśpieszyć na drodze do oświecenia:

Przestań używać narkotyków.
Przestań pić alkohol.
Przestań palić papierosy.
Przestań uprawiać seks.
Nie masturbuj się.
Zaprzestań innych zachowań uzależnieniowych.
Jedz zdrową, racjonalną dietę.
Poświęć rozsądną ilość czasu na ćwiczenia.
Ustal codzienną rutynę wokół zdrowego snu.
Nie reprodukuj.
Bądź singlem.
Studiuj swoją osobistą historię.
Utrzymuj pamiętnik, w którym będziesz wyrażał siebie w szczery sposób.  
Spisz swoje sny w nocy i studiuj je - analizuj - dokładnie o poranku.
Studiuj swoje motywy.
Ekstremalnie uprość swoje życie.
Zdystansuj się od swojej rodziny pochodzenia.
Zdystansuj się od ludzi, którzy nie robią rzeczy z tej listy.

Jeśli jesteś w stanie podążać za tą listą, istnieje szansa, że wniesie to dużą ilość stresu w Twoje życie - być może zbyt dużo, aby poradzić sobie w danym momencie - jednak z pewnością sprowokuje to pewną ilość zdrowiejącej reakcji. 

 

Daniel Mackler

www.wildtruth.net